W uroczystość Trójcy Przenajświętszej (30 maja) wybraliśmy się na pielgrzymko-wycieczkę do sanktuarium Matki Bożej Radosnej Opiekunki Przyrody w Secyminie. Nie byliśmy sami. Dołączyła do nas grupa „Światło w mroku” z Pruszkowa.
Umówiliśmy się o godzinie 9 przy północnym wyjściu z Metra Młociny. Trzema samochodami wyruszyliśmy w drogę. Świeciło piękne słońce – światło w świetle. Po godzinie 10 byliśmy na miejscu. Rozłożyliśmy się obozem przy kościele, zajadając frykasy, ćwicząc na siłowni plenerowej oraz wylegując się na słońcu. Nieoceniony okazał się koc Joasi.
Na godzinę 11:30 udaliśmy się na mszę świętą do Sanktuarium. Uwagę zwracał pełen uroku obraz Matki Bożej Radosnej. Uczestniczyliśmy też w nabożeństwie majowym. Po mszy nastąpiło cudowne rozmnożenie samochodów i ludzi. Z trzech samochodów zrobiło się pięć, a z jedenastu osób zrobiło się osób czternaście.
W powiększonym składzie wyruszyliśmy pieszo nad Wisłę. Po drodze podziwialiśmy dawny zbór protestancki. Przez błota dotarliśmy na plażkę. Była ona jednak tak nędzna, że wzgardziliśmy nią i wybraliśmy kierunek przeciwny, czyli puszczę. Wracaliśmy wałem wiślanym, ubolewając nad upadłym trzmielem. Dołączył do nas deszczyk przelotny, ale opuścił nas, gdy dotarliśmy do lasu. Opuścił nas również Wojtek, którego wezwały obowiązki.
Nie mogąc znaleźć wiaty, rozgościliśmy się pod wiatą podniebną przy obrusie z traw i mchów. Dóbr wszelakich nie brakowało, a absolutny rekord pobił Piotrek, częstując wszystkich górą ciastek i wafelków. Po jedzeniu graliśmy w grę integracyjną pytań i odpowiedzi. Padła też propozycja połączenia grup w jedną grupę o nazwie „Latarnia u studni” bądź też „Studnia światła”.
Po leśnym biwaku wyruszyliśmy na poszukiwania upragnionej wiaty. Zawędrowaliśmy do pewnych gospodarzy, którzy udzielili nam wskazówek jak dotrzeć do zielonego szlaku. Przez gospodarstwa, pola i łąki dotarliśmy do Kanału Kromnowskiego i po tamie oraz przez czarodziejską furtkę przeszliśmy do krainy pokrzyw i szczekających psów. Psy dały się obłaskawić naszym miłośnikom zwierząt i przywołały swoją panią. Kraina pokrzyw okazała się Doliną Słońca. Pani Doliny Słońca powiedziała nam jak dojść do zielonego szlaku i parkingu. Psy okazały się nad wyraz towarzyskie i odprowadziły nas trochę, a jeden nawet do końca.
Gdy przyszliśmy na parking, upragniona wiata okazała się już nie tak upragniona i po krótkim postoju poczęliśmy wracać. W drodze odmawialiśmy różaniec, a nawet ucięliśmy pogawędkę z rowerzystami, którzy byli w kościele na tej samej mszy co my.
W końcu dotarliśmy do kościoła i naszych samochodów. Podziękowaliśmy Matce Bożej za naszą pielgrzymko-wycieczkę, pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy się do domów.